Dodał: |
Aktualizacja: |

W dniu 12 grudnia 2013 roku uchwalono nową ustawę o cudzoziemcach. Zgodnie z uzasadnieniem jej przyjęcia powstanie tej ustawy wiązało się z brakiem przejrzystości i licznymi nowelizacjami poprzedniego aktu regulującego status obywateli państw trzecich oraz potrzebą dostosowania rzeczywistości prawnej do wymogów prawa unijnego. Ustawa tworzona była długo i po raz pierwszy organizacje pozarządowe, do których statutowych zadań należy pomoc w legalizacji i integracja cudzoziemców, brały tak licznie udział w konsultowaniu tego aktu. Wydaje się, że wyłącznie zasługą tych konsultacji jest eliminacja licznych błędów, które zawierał pierwotny projekt rządowy, oraz zapobieżenie wprowadzeniu zapisów, które w sposób ewidentny naruszały podstawowe standardy praw człowieka. Czy sama ustawa w uchwalonym kształcie jest jednak krokiem naprzód w regulowaniu statusu cudzoziemców w Polsce? Czy ułatwia im życie i osiedlenie się? Niestety wciąż można mieć w tej kwestii spore wątpliwości.

 Ustawa weszła w życie 1 maja 2014 roku, dokładnie 10 lat po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Ten zbieg okoliczności powinien być symbolem nowego otwarcia i całkiem innego podejścia do zagadnień migracji, szczególnie w sytuacji, w której Polska doświadczyła dekady funkcjonowania w świecie zachodnich reguł i standardów. Niestety jak na dziesięciolecie możliwości korzystania z doświadczeń innych państw unijnych w zarządzaniu ruchem migracyjnym osób spoza terytorium UE uchwalony akt prawny jest zaledwie małym krokiem do przodu, zupełnie nieproporcjonalnym do oczekiwań samych cudzoziemców oraz środowiska, któremu leży na sercu wielokulturowa i różnorodna wizja przyszłości naszego kraju.

Podstawową wadą aktu, powielaną od momentu, w którym Polska zaczęła dostrzegać konieczność regulacji statusu obywateli państw trzecich, jest skupienie się na elementach regulacyjnych i administrujących pobytem cudzoziemców, a nie na kwestiach ich integracji w nowym środowisku kulturowym. W tym sensie, jak stwierdził w wywiadzie udzielonym Magdzie Dobranowskiej-Wittels dr Witold Klaus ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, „ustawa nie była pisana z perspektywy pomocy cudzoziemcom, aby łatwiej im było osiąść w Polsce, ale raczej z perspektywy służb, aby lepiej im się działało” [„Cudzoziemcy to także mieszkańcy”, tekst opublikowany na portalu ngo.pl, 19.06.2014]. Takie podejście wymusiło bardzo drobiazgowe regulacje, które być może rzeczywiście zadowalają urzędników, ale z pewnością są trudne do zrozumienia przez cudzoziemców. Powstały akt ma kodeksowe rozmiary, zawiera liczne odwołania nie tylko do norm blankietowych, ale też innych przepisów w ramach ustawy tej i innych, został napisany trudnym językiem, a co za tym idzie wymusza na cudzoziemcach korzystanie z pomocy prawnej, która jak pokazuje doświadczenie może być profesjonalna, ale może też być wyzyskująca, zagrażająca interesom cudzoziemców, świadczona wyłącznie dla zarobku przez osoby nieposiadające dostatecznej wiedzy, aby efektywnie wspomóc proces legalizacji.

Podstawową zatem wadą nowej ustawy o cudzoziemcach jest to, że nie prowadzi ona do pożądanej głębokiej reformy prawa migracyjnego oraz zmiany podejścia do zagadnień ruchu cudzoziemców, natomiast w dużej mierze powiela wady ustawy z 2003 roku.

Zawiera również rozwiązania skandaliczne z punktu widzenia ochrony podstawowych praw i wolności. Dotyczy to w szczególności kręgu osób, co prawda istotnie zawężonego, którym została udzielona zgoda na pobyt tolerowany. Określono bowiem takim osobom reżim funkcjonowania, ograniczający ich prawa w sposób znacznie bardziej radykalny niż dotyczy to obywateli skazywanych w Polsce na karę ograniczenia wolności za przestępstwa kryminalne. Tego rodzaju rozwiązania nie mogą być akceptowane w demokratycznym państwie prawnym, szczególnie, że osoby te zazwyczaj nie ponoszą winy za przypisany im status prawny i faktyczny (brak możliwości wydalenia, zakaz ekstradycji). Jednocześnie ustawodawca nie pozwala tej grupie migracyjnej na zmianę własnego upośledzonego statusu na zwykły status migracyjny, co prowadzi do ich instytucjonalnego wykluczenia.

Jedną z podstawowych wad ustawy jest również wymóg stosowania języka polskiego w całym postępowaniu, w tym przy sporządzeniu wniosku. Jest to wstępne utrudnienie w prawie migracyjnym, które nie jest potrzebne, a kwestia tłumaczenia powinna być przerzucona na organ prowadzący postępowanie. Ustawodawca wbrew opiniom organizacji pozarządowych nie zdecydował się na uchylenie mocy obowiązującej ustawy o języku polskim w postępowaniach toczących się w oparciu o ustawę o cudzoziemcach. Hamuje to możliwość składania pewnych dokumentów bez tłumaczenia potwierdzonego przez tłumacza przysięgłego lub oświadczeń w języku obcym, w którym porozumiewa się również urzędnik, a wydaje się, że nie istnieją przesłanki, które nakazywałyby tłumaczenie każdego dokumentu przedkładanego w języku obcym na język polski, jeśli jego treść jest zrozumiała dla urzędnika prowadzącego sprawę. Sam wniosek jest również skomplikowany, liczy 19 stron i zdaniem Izabeli Szewczyk, Dyrektorki Wydziału ds. Cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, cudzoziemcy mają trudność z jego samodzielnym wypełnieniem [wypowiedź za PAP]. W mojej opinii przeszkody tej nie można lekceważyć, gdyż treść wniosku i fakty w nim przedstawione mogą mieć kluczowe znaczenie dla powodzenia całego procesu legalizacyjnego. W nowej ustawie znalazły się bowiem przepisy nakazujące bezwzględną odmowę udzielenia zezwolenia na pobyt osobie, która podała we wniosku nieprawdziwe informacje.

Kolejnym cieniem kładącym się na ustawie jest bardzo konserwatywne pojmowanie związków rodzinnych uprawniających do legalizacji pobytu. Ustawa zawęża definicję rodziny cudzoziemca do małżonka oraz bezpośrednich zstępnych i wstępnych. Zastrzeżenia budzi nieuwzględnienie choćby bezpośrednich krewnych w linii bocznej oraz dalszych wstępnych lub zstępnych. Ponadto w dzisiejszym świecie ustawodawca winien uwzględniać większe skomplikowanie stosunków partnerskich i traktować uregulowane zgodnie z prawem danego kraju związki partnerskie czy małżeństwa na równi z małżeństwami zdefiniowanymi w polskim prawie. Jest to jednak niewątpliwie problem światopoglądowy, który pozostaje nierozwiązany również na krajowym poziomie uznawalności związków. Warto tutaj jednak zwrócić uwagę, że obecnie przyjęta regulacja prowadzi do dyskryminacji w ramach swobody przepływu osób, jednej z podstawowych wartości unijnych. Jednocześnie przyjęcie szerszej definicji rodziny nie oznaczałoby automatycznie rozpoznawania związków partnerskich w świetle polskiego prawa w wewnętrznych stosunkach prawnych, a zatem w sytuacjach innych niż zasady przekraczania granicy i pobytu, choć niewątpliwie powodowałoby stosowną presję na rząd do uregulowania tej kwestii. Innym problemem na gruncie przepisów dotyczących legalizacji osób pozostających w związkach rodzinnych z Polakami, który od wielu lat jest podnoszony jako jeden z przejawów ksenofobii polskiej polityki migracyjnej, jest procedura ustalania, czy małżeństwo nie zostało zawarte dla pozoru. Zdaniem wielu cudzoziemców procedura ta jest wyjątkowo upokarzająca, a jest ona powtarzana przy każdym kolejnym przedłużaniu pobytu. Ustawodawca w nowej ustawie, mimo dobrze uzasadnionych postulatów środowiska pozarządowego, zdecydował się pozostawić dotychczasowy tryb określania tego rodzaju okoliczności i zrezygnował z możliwości wyłącznie jednokrotnego ustalania tego rodzaju przesłanek. I nie chodzi tu tylko o nieprzyjemne pytania zadawane podczas wyjaśnień składanych w trakcie postępowania administracyjnego, ale przede wszystkim o wywiad środowiskowy, który stanowi brutalną ingerencję w życie prywatne i mir domowy, dokonywany przez zmilitaryzowaną służbę, jaką jest Straż Graniczna. W trakcie tego rodzaju działań strażnicy uprawnieni są do przeszukiwania rzeczy osobistych czy wypytywania sąsiadów, co nie pozostaje bez wpływu na więzi w społeczności lokalnej. Organizacje postulowały, by wywiadami środowiskowymi zajmowały się służby socjalne (MOPS lub MOPR). Ustawodawca wybrał jednak do tego służby zmilitaryzowane.

Nowa ustawa spełnia natomiast oczekiwania w zakresie uproszczenia przepisów odnoszących się do zasad wjazdu i pobytu cudzoziemców, co niewątpliwie jest dużym sukcesem. Zniesiona została dotychczas obowiązująca zasada zobowiązująca cudzoziemca do złożenia wniosku o przedłużenie zezwolenia na pobyt w określonym terminie przed wygaśnięciem posiadanego zezwolenia, co podkreślał podczas czerwcowej konferencji w Sejmie RP „Polska. Tu mieszkam” przedstawiciel Urzędu ds. Cudzoziemców Tomasz Cytrynowicz [wypowiedź za PAP]. Obecnie wniosek taki można złożyć najpóźniej w ostatnim dniu legalnego pobytu, aby móc dalej legalnie przebywać na terytorium RP. Niestety i w tej beczce miodu znajduje się dość poważna porcja dziegciu, gdyż ustawodawca w dalszym ciągu nie przewiduje realnej możliwości zalegalizowania statusu cudzoziemca, który utracił podstawy legalnego pobytu lub z jakichkolwiek innych przyczyn przebywa nielegalnie w Polsce, choćby naruszenie prawa było nieznaczne, niezawinione lub inne ważne okoliczności przemawiałyby za koniecznością jego pozostania w Polsce. Bez ważnego powodu, którego nie można było przewidzieć, nie można również przedłużyć sobie wizy.

Utrzymana zatem w ustawie sztywność i brak elastyczności rozwiązań legalizacyjnych, szczególnie w zakresie ograniczania lub pozbawiania cudzoziemców uprawnień, nie napawa optymizmem i dowodzi raczej powolnego zamykania się Polski na migrację, niż wykazuje konieczność otwarcia się na napływ cudzoziemców. Przy określonych tradycjach historycznych, położeniu geograficznym, dziedzictwie kulturowym oraz wielkości zakrawa na paradoks fakt, iż Rzeczpospolita Polska znajduje się na jednym z ostatnich miejsc w Europie, jeśli chodzi o liczbę cudzoziemców w stosunku do populacji rodzimej.

Wydaje się, że ustawodawcy zupełnie nie zaalarmował fakt, że zgodnie z rządowymi dokumentami związanymi z polityką rozwoju państwa i polityką społeczną przygotowaną przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej Polska znajduje się w okresie kryzysu demograficznego, który będzie miał istotny wpływ na poziom przyszłych i teraźniejszych świadczeń związanych z polityką, choćby ubezpieczeń społecznych. Lukę dotyczącą stabilizującej się, lecz mimo wszystko dużej, emigracji zarobkowej Polaków do innych krajów unijnych, jak również efektu starzenia się społeczeństwa może zapełnić wyłącznie otwarta polityka migracyjna sprzyjająca swobodnemu i elastycznemu podejmowaniu pracy i działalności zarobkowej przez cudzoziemców, a także wprowadzanie rozwiązań stanowiących zachętę czy nawet wsparcie w podejmowaniu tego typu działalności zarobkowej i sprzyjających de facto integracji cudzoziemców w Polsce. 

Także w sferze polityki rynku pracy ustawodawca nie zdołał się wyzwolić z pęt konserwatyzmu, pozostawiając system preferencji wspólnotowej w dostępie cudzoziemców do rynku pracy, który jest dyskryminujący i sprzyjający zjawisku wykluczenia. Obowiązujący w Polsce system koncesyjny w sferze zatrudnienia cudzoziemców pozostał na gruncie nowej ustawy w niezwykły sposób zbiurokratyzowany. Cudzoziemiec jakimś cudem zatrudniony przez polskiego pracodawcę co prawda nie musi już chodzić do dwóch urzędów, by uzyskać stosowne zezwolenie pobytowe, ale dalej jest „przygwożdżony” do jednego stanowiska u jednego pracodawcy z jedną pensją, bez możliwości zmiany swojej sytuacji bez unikania uciążliwego biurokratycznego korowodu. Wnioski te podziela Jacek Białas z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dodając w wywiadzie dla ngo.pl, że w razie zmiany warunków zatrudnienia ustawodawca grozi cudzoziemcowi sankcjami i w praktyce zmusza go do ponownego przechodzenia procedury uzyskiwania zezwolenia na pracę [Magda Dobranowska-Wittels, „Cudzoziemcy to także mieszkańcy”, tekst opublikowany na portalu ngo.pl, 19.06.2014]. Ten sam problem dotyczy o dziwo osób, które chciałyby podjąć pracę w zawodzie wymagającym wysokich kwalifikacji, a zatem generalnie pożądanych z punktu widzenia rozwoju gospodarczego kraju. Wymogi, które muszą spełnić takie osoby zazwyczaj cechujące się dużą mobilnością zawodową, są jeszcze ostrzejsze niż dla zwykłych pracowników, a nadto krępują takiego specjalistę w owej mobilności, utrudniają awans i tłumią potencjał. Od razu na wstępie stawiają też bardzo wysokie wymagania pracodawcom w zakresie pensji, długości kontraktu i zasad współpracy z taką osobą, co praktycznie uniemożliwi Polsce „drenaż mózgów” z krajów rozwijających się. Rząd funduje sobie natomiast niemal pewną ucieczkę kapitału do krajów świadczących usługi outsourcingowe. Mimo de facto braku takiego obowiązku do ustawy zostały zatem przeniesione wszystkie najgorsze przepisy aktów unijnych regulujących instytucję „niebieskiej karty”.

Wręcz symbolicznym dowodem braku przemyślanej polityki w zakresie traktowania imigracji jako elementu potencjalnie sprzyjającego rozwojowi gospodarczemu kraju oraz poszukiwaniu inwestycji jest brak w katalogu wiz wydawanych cudzoziemcom wizy biznesowej, która byłaby wydawana osobom, które nie przyjeżdżają do Polski pracować czy trudnić się działalnością gospodarczą, lecz np. poszukują okazji inwestycyjnych, negocjują kontrakty czy nawiązują relacje biznesowe. Brak tego rodzaju wizy poza oczywistymi konsekwencjami sprawia dodatkowo, że rząd nie ma wiedzy na temat liczby osób podróżujących w celach biznesowych do Polski, a to uniemożliwia jakiekolwiek strategiczne planowanie czy tworzenie ofert dla inwestorów z poszczególnych krajów.

Z przepisów regulujących dostęp cudzoziemców do rynku pracy jest jednak zadowolona Izabela Szewczyk, Dyrektorka Wydziału do Spraw Cudzoziemców Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, która podczas czerwcowej konferencji w Sejmie RP „Polska. Tu mieszkam” stwierdziła, że po 1 maja 2014 roku w mazowieckim urzędzie liczba wniosków o legalizację pobytu wrosła o sto procent, i wskazała, że jest to wynik ułatwienia wprowadzającego jedno zezwolenie na pobyt i pracę, co znacznie skraca procedury [wypowiedź za PAP].

Kolejnym istotnym problemem na gruncie ustawy jest udzielanie zgody na pobyt w związku z prowadzoną działalnością na własny rachunek. Postawiono bowiem cudzoziemcom dość wysoki próg osiąganych dochodów, a nadto nieracjonalny wymóg zatrudniania co najmniej dwóch pracowników, łagodząc go co prawda możliwością wskazania okoliczności pozwalających na osiągnięcie tych dochodów w przyszłości. Jak widać przy konstruowaniu zasad tego rodzaju pobytu w zakresie oceny korzyści z prowadzonej działalności gospodarczej przeważyły całkowicie względy ekonomiczne i nie wzięto pod uwagę korzyści kulturowych (różnorodność, koloryt) związanych z rynkiem konsumentów (nowe towary, obniżenie kosztów konsumpcji) czy bezpieczeństwem (mała gastronomia jako hot spot i generator aktywności).

Na nową ustawę cieniem kładzie się również uregulowanie zasad pobytu naukowców w związku z prowadzoną działalnością naukową lub realizowanymi projektami badawczymi. Na początku trzeba zauważyć, że przyjęte rozwiązania miały za zadanie implementację Dyrektywy Rady 2005/71/WE z dnia 12 października 2005 roku w sprawie szczególnej procedury przyjmowania obywateli państw trzecich w celu prowadzenia badań naukowych. Tymczasem ustawodawca w ogóle nie zauważył, że przepisy tej dyrektywy dają państwu członkowskiemu prawo przyjęcia lub utrzymania korzystniejszych przepisów w stosunku do osób, do których ma ona zastosowanie. Oznacza to pełną swobodę ustawodawcy w kształtowaniu sposobu przyjmowania naukowców i tworzenia zachęt do podejmowania przez nich działalności naukowej lub realizowania projektów badawczych. Tak się jednak nie stało, co pogłębi prawdopodobnie kryzys i marginalizację polskiej nauki w świecie. Praca badawcza jest szczególnego rodzaju wartością dodaną tworzącą kapitał społeczny danego kraju i państwa. Ustawodawca winien unikać zatem wszelkich regulacji, które mogłyby zniechęcać jednostki naukowe lub badawcze przed kontraktowaniem cudzoziemców. Do takich regulacji natomiast niewątpliwie należy zobowiązanie się przez uczelnię do pokrycia kosztów pobytu oraz wykonania decyzji o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu oraz zobowiązanie do identycznego oświadczenia samego cudzoziemca, co w przypadku np. uznanych naukowców może stanowić porażkę wizerunkową. Państwo dbające o postęp technologiczny, pozyskiwanie nowych technologii czy ogólny rozwój cywilizacyjny powinno bowiem „chuchać” na takich ludzi i maksymalnie ułatwiać im życie, a nie grozić konsekwencjami naruszenia źle skonstruowanych reguł pobytu. Ryzyko nadużycia związanego z tego rodzaju instytucją pobytową jest na tyle znikome, że wszystkie koszty tego typu – niewątpliwie rzadkich – przypadków winny być pokryte przez Skarb Państwa bez zasadniczego uszczerbku dla budżetu, natomiast z dużą korzyścią dla zachęcenia uczelni wyższych i jednostek badawczych do realizacji projektów międzynarodowych.

Do pozytywnych cech ustawy należy zaliczyć z kolei przyjęte rozwiązania dotyczące zobowiązywania cudzoziemców do powrotu, które są nowoczesne, przyjazne i idą w pożądanym kierunku. Niestety, jak już wspomniałem, nie towarzyszy im stały mechanizm abolicyjny pozwalający zalegalizować pobyt cudzoziemca, który nie naruszył w sposób rażący prawa, w dodatku pobyt usprawiedliwiony ważnymi przyczynami osobistymi. Obecnie taki cudzoziemiec może zostać w Polsce tylko przez rok, jeśli uzyska od wojewody zgodę na przedłużenie terminu dobrowolnego powrotu. Bardzo istotnym pozytywem regulacji w tym zakresie jest przedłużenie z mocy prawa terminu dobrowolnego powrotu w przypadku złożenia skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego wraz z wnioskiem o wstrzymanie jej wykonania do czasu rozstrzygnięcia przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w przedmiocie tego wniosku. Potwierdza to Anna Strama z Centrum Pomocy Prawnej im. H. Nieć, dodając, że dzięki temu rozwiązaniu uda się powstrzymać praktykę wykonywania decyzji nakazujących opuszczenie kraju bezpośrednio lub kilka dni od momentu doręczenia decyzji ostatecznej. Zaraz jednak dodaje, że stowarzyszeniu znany był przypadek, gdy sądowi orzekającemu pozbawienie wolności umknął fakt wprowadzenia nowych przepisów w życie.

Niestety za dobrym i praworządnym rozwiązaniem zapewniającym cudzoziemcowi dostęp do sprawiedliwości proceduralnej idzie inne rozwiązanie naruszające elementarne prawa człowieka i pozwalające na umieszczenie w ośrodku strzeżonym małoletniego powyżej 15. roku życia. Pominąwszy destrukcyjny wpływ pozbawienia wolności na rozwój człowieka, naruszeniu ulega tutaj również reguła proporcjonalności, gdyż małoletni nie ponosi zwykle odpowiedzialności za status prawny swojej osoby oraz jego prawnych opiekunów, a zatem nie powinien ponosić z tego tytułu konsekwencji mających charakter środków zapobiegawczych, w szczególności skutkujących pozbawieniem wolności nawet do roku. To także potwierdza Anna Strama z Centrum Pomocy Prawnej im. H. Nieć, wskazując, że „przedłużający się pobyt w Ośrodkach Strzeżonych, w szczególności rodzin z małymi dziećmi, jest bardzo dolegliwy (…). W tym kontekście dodać można, iż jakkolwiek w nowej ustawie wprowadzono przepis, zgodnie z którym detencja powinna być stosowana na możliwie najkrótszy okres, a Sąd rozpatrując wniosek o umieszczenie w Strzeżonym Ośrodku Cudzoziemca wraz z małoletnim pozostającym pod jego opieką kieruje się także dobrem tego małoletniego, tak uzasadnienia postanowień w przedmiocie stosowania detencji pozostają bardzo lakoniczne i nie zawierają odniesienia do wyżej wskazanych kwestii. Wprowadzenie w przepisach nowej ustawy konkretnych przesłanek przedłużenia okresu detencji stosowanej w celu przymusowego wykonania decyzji powrotowej może przyczynić się do bliższej weryfikacji konkretnej sytuacji każdego z cudzoziemców na etapie orzekania w tym przedmiocie”.

Do innych pozytywnych rozwiązań nowej ustawy należy zaliczyć sposób określania pobytu cudzoziemskich studentów. Procedura uzyskiwania zezwolenia została uproszczona, a okres jednorazowego zezwolenia przedłużono do 15 miesięcy. Rozwiązania te są powszechnie chwalone przez organizacje pozarządowe. Trochę szkoda, że i tutaj ustawodawca popsuł nieco świetnie zaprojektowane rozwiązania, zaliczając studentom jedynie połowę okresu przebywania w Polsce do pięcioletniego okresu wymaganego do uzyskania statusu rezydenta długoterminowego UE.

Na obecnym etapie, ze względu na zaledwie trzymiesięczny okres obowiązywania nowej ustawy, trudno rozstrzygać, czy przyniesie ona skutki zakładane przez ustawodawcę, do których ma należeć między innymi liberalizacja zasad pobytu. Gdyby oceniać same regulacje prawne, to w moim przekonaniu skutek taki nie nastąpi, a wręcz ustawa mogłaby zatrzymać ruch migracyjny do naszego kraju i w znaczący sposób go utrudnić. Szczęśliwie jednak powoli zmienia się mentalność urzędników pracujących na co dzień z cudzoziemcami, w tym tych, którzy w drodze indywidualnych decyzji określają ich status prawny. Tylko dzięki nim oraz woli przekazywania przez nich rzetelnej informacji i niesienia pomocy cudzoziemcom w zakresie stosowania ustawy i spełniania określonych w niej wymogów ten akt prawny, niezwykle rozbudowany i kazuistyczny, może odnieść jednak sukces.

Autor: Adam Bulandra

Skomentuj

Film Zobacz-Zrozum-Zareaguj (3Z)
ROMOWIE rumuńscy
Filmik z IV Forum ds. Lokalnych Polityk Migracyjnych we Wrocławiu

Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.