Dodał: |
Aktualizacja: |

Kino to ciemna sala, w której ważne jest światło. Te słowa usłyszałem w dokumentalnym filmie. Jeśli tą salą jest nasza ulica, miasto, region czy kraj, światłem będzie dialog. Światło to życie. Podobnie dialog społeczny. Być obecnym, słuchać, rozmawiać. To schemat, ale jakże ważny.

W Polsce mieszka około połowy procenta cudzoziemców, ale na tle innych regionów Mazowsze wydaje się wyspą. Gdy popatrzymy na liczebność stołecznej ludności, te proporcje diametralnie się zmieniają, ponieważ większą obecność obcokrajowców notujemy w całym warszawskim powiecie niż w samej Warszawie.

„Byli sobie obcokrajowiec, cudzoziemka i migrant. Trójka ta spotkała się w Warszawie, robiąc zdjęcia na placu Zamkowym”. Mógł to być początek bajki, ale nie jest. Piszę o realnym życiu. Media niestety mieszają te trzy pojęcia. Słowo migrant stało się popularne niedawno. Do tej pory w naszej polskiej rzeczywistości termin „mniejszość” zajmował całą przestrzeń z powodów historycznych i politycznych (np. PRL nie była państwem imigracji). Zmiany końca lat 80., wyraźny napływ cudzoziemców (nie tylko studentów) początku XXI wieku spowodowały lekkie drgnięcie w zainteresowaniu problematyką migrantów. Wydaje się, że dopiero wejście Polski do Unii Europejskiej, a zwłaszcza uruchomienie Europejskiego Funduszu na Rzecz Integracji w latach 2007–2013, sprowokowały gwałtowne zainteresowanie tematyką i lawinowe powołanie wielu organizacji pozarządowych.

 

Wielokulturowość nie od wczoraj

Wielokulturowość jest faktem od początku istnienia człowieka. Ludzka różnorodność to stan faktyczny określonej przestrzeni. Jeśli w danym regionie lub miejscowości mieszkają co najmniej dwie odrębne grupy etniczne, mamy do czynienia z wielokulturowością. Idealna sytuacja to taka, gdy obie grupy wspólnie pracują, świętują, mają wspólne wesele, bronią miejsca przed wrogami, nawet jeśli chodzą do różnych świątyń, mają różne kuchnie, języki, stroje, tańce i obyczaje.

Nikt nie chce być częścią fikcyjnej rzeczywistości, jaką byłaby z pewnością jednolitość kulturowa. Ona nigdzie nie funkcjonuje. Ale rozpycha się łokciami od dawna jako kultura masowa. Jej sprzymierzeńcami są czasopisma mody, muzyka pop i reklama. Nie wspomnę tu o światowych markach jak „McKaczor” czy napojach na bazie liści koki i owoców koli. Od lat kino, Internet, ogólnie globalizacja są największymi partnerami tej jednolitości, ale z drugiej strony te same narzędzia mogą się nam przysłużyć w promocji wielokulturowości. Wiemy, czym pachnie jednolitość, szczególnie kulturowa – jednomyślnością, która nosi groźną maskę bajki dla dorosłych. To chyba żadna przyjemność.

Czy możemy udawać, że nie żyjemy w wielokulturowości od zawsze? Czym byłaby Europa bez genialnego semickiego (azjatyckiego) pomysłu, jakim jest chrześcijaństwo? Sami Europejczycy zapominają o tym, że religia chrześcijańska jest typowym przykładem dobrodziejstwa wielokulturowości. Ten dialog Europy z Bliskim Wschodem trwa tak długo, że ta pierwsza zdaje się zapominać, gdzie owa genialna odpowiedź filozoficzno-religijna ma swoje korzenie. Ten dialog trwa tak długo, że na moich spotkaniach z licealistami słyszę, że chrześcijaństwo pochodzi z Rzymu. Niesamowicie! To było tak dawno temu, że przeciętny Francuz, Polak czy Norweg zapomina o semickim pochodzeniu tej religii. Europa tak ją wchłonęła, mieliła, zamieniła, dodając swoje dwanaście groszy, że przypomina artystę, grającego ulubiony cover. Z czasem ów muzyk tak się utożsamiał z cudzym utworem, że uważał siebie za autora. Tradycyjna Europa nie wyobraża sobie życia (i nawet śmierci) bez religii. Do tego stopnia, że ta sama Europa „sprzedawała”, promowała ten pomysł w koloniach, popełniając gigantyczny plagiat: w Afryce i Ameryce w domyśle, chrześcijaństwo było europejskie!!!

Migracja to ruch ludzi i idei. Rozmawianie o tym i zatrzymanie się tylko na ludziach jest złudzeniem. Powiedziałbym złośliwością. Rozrywka i sztuka także nie poradzą sobie bez migracji. Hollywood zbudowali migranci. Czy wyobrażamy sobie najpopularniejszy sport na świecie, piłkę nożną, bez migracji zawodników?

Debata o imigracji

Dyskursy na temat imigracji – stale w centrum aktualności – idą dwoma torami. Pierwsze dotyczy przyjazdu i pobytu cudzoziemców. Drugi to kwestie integracji przybyszów (lub ich dzieci) w społeczeństwie przyjmującym. Wokół tych dwóch kierunków od lat rodzą się różne kontrowersje.

W niektórych krajach imigracja jest tematem delikatnym, szczególnym wyzwaniem politycznym. Krystalizuje on uwagę opinii publicznej, podkreśla linię podziałów sceny politycznej, ale ożywia także dyskusje silnie nacechowane ideologią. „Zarządzanie przepływami migracyjnymi” jest raczej sloganem, a nie polityczną odpowiedzią: opiera się na iluzji, że można naprawdę kontrolować granice. Pewnym błędem strategicznym jest zbyt duża koncentracja na walce z nielegalną imigracją kosztem integracji. W ten sposób nie są zabezpieczone odpowiednie środki finansowe na rzecz integracji imigrantów w miastach, co pozwoliłoby uniknąć lęków. Te same lęki i obawy uzasadniają nowe plany represji i koło się zamyka. Walka przeciwko nielegalnej imigracji prezentuje się jako odpowiedź na oczekiwanie i obawy własnych opinii publicznej. Ale prowadzona jest w takim tempie i w taki sposób, który raczej utrzymuje, a nawet wzmacnia tendencje ksenofobiczne. Przecież nie o to chodzi. W wielu krajach zachodnich mówi się o imigracji jako o zjawisku zagrażającym tożsamości narodowej. W Polsce nie słychać jeszcze takich uwag. Kwestie finansowe są także popularnym wątkiem, szczególnie wyborczym: zasiłki, ubezpieczenia imigrantów i inne programy społeczne.

Chciałoby się powiedzieć: nareszcie!

Migracja nie powinna być postrzegana tylko w kategoriach problemu, lecz raczej powinna być traktowana jako okazja czy szansa. W założeniach miasta stołecznego Centrum będzie kierować działania do mieszkańców Warszawy. Głównym celem jest podwyższenie poziomu świadomości mieszkańców na temat wielokulturowości między innymi poprzez opracowanie przewodnika po kulturach współczesnych warszawskich społeczności imigranckich oraz po historii wielokulturowej Warszawy, a także opracowanie kompleksowego programu edukacyjnego w obszarze edukacji międzykulturowej i przeciwdziałania dyskryminacji. Centrum zwróci się naturalnie do środowisk cudzoziemskich: chodzi o powierzenie wybranym podmiotom organizacji przedsięwzięć integracyjnych poprzez naukę języka polskiego, polskiej kultury i obyczajów – wsparcie dla zachowania własnej tożsamości narodowej, ponadto chodzi o wspieranie integracji międzykulturowej dzieci i młodzieży z różnych środowisk oraz tworzenie aktywnych przestrzeni dla integracji międzykulturowej.

Tożsamość warszawiaka

Ktoś napisał, że tożsamość to proces autentyczny i spontaniczny.

Bardzo ważnym element życia społecznego jest spójność. Jeszcze lepszą sprawą jest budowanie wspólnej tożsamości jako warszawiaków. To nowa jakość, ale także zjawisko znane Polakom. Ilu warszawiaków ma jedno lub dwa pokolenie pochowanych przodków na miejskich cmentarzach? Przecież wiemy, że mały procent wśród 1,7-milionowej stołecznej ludności jest warszawiakami z dziada i pradziada. Ogromna większość przyjechała całkiem niedawno z pozostałych regionów Polski. Skoro góral z Podhala, Kujawiak, Ślązak czy Wielkopolanin może zostać warszawiakiem z wyboru, czemu ktoś inny nie może tego chcieć? Co składa się na tożsamość warszawiaka? Czy rzeczywiście istnieje konflikt między mieszkańcami rdzennymi a przyjezdnymi z bliska i daleka? W Warszawie są widoczne punkty dla zwiedzających: Muzeum Powstania Warszawy, Centrum Nauki Kopernik, Łazienki Królewskie, zabytkowe Krakowskie Przedmieście i wiele innych ulic, placów i parków. Mieszkam w stolicy od 30 lat, czuję jej wyjątkowy charakter negowany przez wielu znajomych z Poznania, Wrocławia czy Krakowa. Wyjątkowość ta polega na tym, że w stolicy mieszka wiele osób napływowych, które „wtapiają się” się w strukturę tego miasta. Odpowiedzi na pytania: czy po latach mieszkania nowi mieszkańcy czują się związani z tym miastem (a oni już są oderwani od swoich domów rodzinnych), czy chcą pozostać w Warszawie na stałe, wreszcie czy utożsamiają się z tym miastem? Centrum Wielokulturowe będzie częścią tego, co się rodzi i powstaje na naszych oczach dzięki energii, którą widać dziś wszędzie w mieście w formie różnorodnych inicjatyw oddolnych i walk warszawiaków o przestrzeń swoich osiedli i dzielnic.

Lepiej poznać nowo wybrane miejsce zamieszkania, bo bez tego nie da się z nim utożsamiać. Znam wiele osób – imigrantów i Polaków – które przyjechały do Warszawy, pokochały to miasto i zostały nie tylko dlatego, że tu jest więcej pracy. Po prostu dobrze się tu czują, nie przeszkadza im tempo życia, to, że ta aglomeracja jest ciągle w budowie.

Dzięki Centrum Wielokulturowemu Warszawa będzie postrzegana w Polsce i na świecie jako miasto otwarte na nowo przybyłych. Zresztą prowadzona jest akcja Miasta Otwarte w ramach kampanii „Włącz się w Polskę”. Celem jest wyróżnienie działań samorządów miejskich na rzecz integracji imigrantów w związku z tym, że to zjawisko zachodzi przede wszystkim lokalnie. Warszawa pięknie się w to wpisuje . Ta inicjatywa będzie inspiracją dla innych miejscowości.

Bogactwo kulturowe miasta i budowanie dialogu międzykulturowego przyczyni się także do rozwoju kapitału kreatywnego oraz poszerzania oferty kulturalnej Warszawy.

Kontrowersje i zagrożenia

Czy Centrum stanowi jakieś zagrożenie? Dla kogo? Człowiek złej woli i na Boga znajdzie coś kompromitującego. Pytanie, czy jego bezpośrednie otoczenie pójdzie ślepo za nim. Czy są jakieś negatywne skutki związane z funkcjonowaniem czy istnieniem Centrum? Pytanie sprowadza się do następującego rozważania: jaka jest różnica między słowami „problem” a „zagrożenie”? Różnica jest istotna. Centrum ma być praktycznym miejscem rozwiązania problemów. Nie widzę powodu, by pisać tu o zagrożeniach. Nie ma ich od strony imigrantów. Kontrowersje siedzą w głowach i to przez niewiedzę. Wyniki ostatniego sondażu przeprowadzonego na zamówieniu Fundacji Inna Przestrzeń były po części bardzo pouczające, ale też prowokacyjne. Na pytanie „Czy większa liczba imigrantów naruszyłaby polską tradycję i jedność narodową?” 57% odpowiedziało „tak”. Polską jedność narodową do tej pory naruszali sąsiedzi. Od zaborów aż po drugą wojnę światową. Nie wiem, skąd ten przesadny procent.

Czy są jakiekolwiek kontrowersje na horyzoncie? Przypomina mi się rozmowa z pewną komisją miejską, która dwa lata temu miała dopuścić imprezę „Wielokulturowe Warszawskie Street Party” na ulicach stolicy. Chodziło o Krakowskie Przedmieście. Pani, która miała największe obiekcje, wspominała o obcych zapachach. Nie pasowały jej eksponowane kuchnie ze świata. Mówiła o zapachach (aromatach), które krążyły w powietrzu i „zatruwały” czyste powietrze zabytkowej ulicy. Dlatego proponowała, by przenieść imprezę na Mariensztat. Niby też serce Warszawy, bo blisko placu Zamkowego. Ale ilu Warszawiaków kojarzy to miejsce? Wtedy zapytałem, czy wyobraża sobie, aby kuchnia indyjska, meksykańska, libańska czy senegalska serwowały bigos czy schabowy. Zapachów obcej kuchni nie da się formatować.

Zapytano Pełnomocnika Prezydenta m.st. Warszawy ds. równego traktowania, panią Karolinę Malczyk-Rokicińską, czy mieszkańcy placu Hallera mają obawy. Odpowiedź była następująca: „Były różne głosy, ale tych pozytywnych na szczęście było więcej. Są tacy, którzy nas absolutnie popierają, jednak część wciąż jest sceptyczna. Jeden pan pytał swoich sąsiadów o to, czy nie boją się burd, awantur i ciągłych interwencji policji. Mamy świadomość, że różnorodność i wielokulturowość to coś, co w niektórych może budzić lęk. Po prostu boimy się tego, co jest nam obce. Jeśli się z tym oswoimy, zaczynamy to akceptować. To dlatego już na samym początku zorganizowaliśmy spotkanie u burmistrza, na które przyszli przedstawiciele zarządu wspólnoty mieszkaniowej oraz pozarządowcy. Opisaliśmy, jakie to ma być miejsce i jakie wiążemy z nim plany. Później przedstawiciele NGO-sów uczestniczyli w plenarnym spotkaniu wspólnoty. Bardzo zależy nam, aby w proces tworzenia Warszawskiego Centrum Wielokulturowego włączyć także mieszkańców. Myślę też, że właśnie tak powinny być przygotowywane podobne społeczne inicjatywy”.

Piszę tu o Centrum, które nie jest żadnym zagrożeniem dla Pragi Północ, nie mówiąc już o Warszawie. Natomiast wiadomo, że zjawisko imigracji niesie ze sobą nadzieje, ale także ryzyko i zagrożenia. Świadczy o tym coraz większa liczba partii skrajnie prawicowych i rosnąca skłonność do nienawiści wobec obcych w wielu krajach Europy. Tylko o tym wspominam, mając świadomość, że w kraju, gdzie cudzoziemców jest mniej niż pół procenta, taka argumentacja jest demagogią i fikcją. Zresztą ten temat wraca przed wyborami najczęściej tam, gdzie formacje polityczne nie mają żadnej solidnej oferty rozwiązań problemów gospodarczych. Ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego obnażyły ten problem na Zachodzie.

Pewne skrajne środowiska mają stałego wyborczego konia w osobie imigrantów. Specjalizują się w podburzaniu nastrojów antyeuropejskich i chcą ustanowienia sztywnych barier imigracji, zwłaszcza z biednych krajów Europy Środkowej (szczególnie myślą o Romach), ale też z krajów Południa. Argumentują zazwyczaj bezpieczeństwem albo chęcią korzystania z systemu socjalnego (zarzut w stronę Polaków w Wielkiej Brytanii). Oskarżają wszystkich imigrantów o oszustwo i spekulację co do zasiłków dla rodzin, zamiast szukać winnych i ich ukarać.

Niemcy (starzejący się kraj) przyznają, że potrzebują w najbliższych latach co najmniej 1,5 miliona zagranicznych wykwalifikowanych pracowników do utrzymania wzrostu i zapewnienia systemu socjalnego kraju.

Oczywiście czym innym są incydenty w niektórych miastach, np. we Francji, gdzie młodzież o pochodzeniu migracyjnym (ale urodzona na terytorium Francji) walczy z policją i podpala samochody; czym innym jest obecna (i w najbliższych latach) mała liczebność imigrantów w Polsce. Te sytuacje są diametralnie różne, bo Polska jest pozbawiona przeszłości kolonialnej Francji, która ma ogromny wpływ na liczebność milionowej grupy migrantów nad Sekwaną.

Wśród innych zagrożeń należy wymienić handel ludźmi i wykorzystywanie nowoczesnych form niewolnictwa.

Kontrowersje to sposób, w jaki niektóre media budują i prezentują obraz imigrantów, wykorzystując takie hasła jak: „fala, zalew imigrantów, na granicach Polski wprowadzają zamęt i strach wśród ludzi”. Widziałem nawet tytuł „emigranci przyjeżdżają”! Przecież emigrant może jedynie wyjeżdżać, opuszczać dane miejsce. Tylko „imigrant” może do Polski przyjechać.

Na koniec

Integracja jest długotrwałym i trudnym procesem, który wymaga mądrego planowania. Prawdą jest to, że ani wielokulturowość, ani kwestie związane z integracją migrantów nie zostały uznane za priorytetowe w strategii rozwoju Warszawy (Strategia Rozwoju m.st. Warszawy do 2020 roku), elementy te można odnaleźć w dokumentach strategicznych dotyczących poszczególnych obszarów działalności stolicy (m.in. w dokumentach: Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do roku 2020; Program rozwoju edukacji w Warszawie w latach 2013–2020).

Dzięki temu od kilku lat organizacje pozarządowe mogą pozyskać środki na prowadzenie działań na rzecz migrantów z zakresu wielokulturowości itp. Warszawskie Centrum Wielokulturowe zapisuje się w te działania.

Będzie w końcu przestrzeń przyjazna, miejsce spotkań społeczno-kulturalnych, szkoleń, informacji i rozwoju dla cudzoziemców mieszkających w Warszawie lub przyjeżdżających do stolicy. Centrum będzie też częścią pewnego pozytywnego kierunku zmiany społecznej, miejscem edukacji przygotowującej człowieka do spotkań z innością. Do najważniejszych jego zadań należy szerzenie potrzeby prowadzenia dialogu międzykulturowego, pomocy dla migrantów, propagowanie postawy aktywnej tolerancji traktującej odmienność jako wartość, a nie powód do wykluczenia, wdrażanie etyki solidarności, upowszechnianie dostarczanej przez antropologię kulturową wiedzy o wartościach i regułach respektowanych w różnych grupach kulturowych. Państwa mają swoje polityki migracyjne oparte na interesach narodowych. To żadna tajemnica, że pewna liczba migrantów jest niezbędna, aby przeciwdziałać starzeniu się społeczeństw i zmniejszaniu się liczby obywateli. Ponadto migracja stanowi bodziec dla wzrostu gospodarczego i postępu społecznego, może też pomóc pozyskać siły robocze, których brakuje czasem na rynku pracy – ile firm niemieckich, brytyjskich i innych szuka informatyków np. w Indiach? Liczę, że władze samorządowe będą także motywować organizacje pozarządowe do przyjmowania pewnych standardów, zaznaczając w ogłoszeniach konkursowych, że projekty wspierające dialog międzykulturowy powinny być realizowane przy współpracy z przedstawicielami cudzoziemców, środowisk mniejszości narodowych i etnicznych oraz przyczyniać się do ich integracji z mieszkańcami Warszawy. Dopiero wtedy Warszawskie Centrum Wielokulturowe spełni swoją rolę i będzie wspólnym dobrem. Integracja wymaga wysiłków z obu stron. To jasne jak słońce na bezchmurnym wielokulturowym niebie.

Autor: Mamadou Diouf

Skomentuj

Film Zobacz-Zrozum-Zareaguj (3Z)
ROMOWIE rumuńscy
Filmik z IV Forum ds. Lokalnych Polityk Migracyjnych we Wrocławiu

Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.