Dodał: |
Aktualizacja: |

Dziennikarzom na pewno łatwiej zaprosić do studia polityka czy urzędnika, nawet gdy ten nie bardzo wie, o czym mówi. Ale gdy temat dotyczy sytuacji migrantów i migrantek, nie powinno zabraknąć ich komentarza.

 

Jestem dziennikarką, pracuję w „Gazecie Wyborczej” w Białymstoku, wypada mi więc uderzyć się w piersi w imieniu całego środowiska. W tematyce migracji my – dziennikarze i dziennikarki – poruszamy się trochę po omacku, na wyczucie. Kierujemy się albo potrzebą wyemitowania atrakcyjnego materiału, co sprowadza się zazwyczaj do szukania sensacji, albo poczuciem przyzwoitości, które nakazuje przedstawiać sytuację w sposób obiektywny, z uwzględnieniem stanowisk wszystkich stron. Wydaje mi się to jednak daleko niewystarczające. A gdzie poczucie misji, odpowiedzialność za kształtowanie postaw społecznych? Niestety, brakuje na to czasu. W gonitwie za newsem, pod presją czasu (zwłaszcza w gazecie codziennej czy portalu internetowym) nie poświęcamy należytej uwagi przygotowywanej informacji. Zapominamy, że każde słowo ma swoją wagę i znaczenie. Bez złej woli, raczej bezrefleksyjnie, kopiujemy gotowe sformułowania z komunikatów służb mundurowych.

Od teraz będzie nam łatwiej

Powstał zestaw wskazówek i postulatów wobec środowiska medialnego, będący wynikiem pracy dziennikarzy i dziennikarek, przedstawicieli i przedstawicielek różnych społeczności migranckich mieszkających w Polsce. Sześć standardów dziennikarskich, które zbierają i precyzują kwestie sporne dotyczące przedstawiania wielokulturowości w mediach, to szalenie pomocny przewodnik po tematyce, która będzie coraz częściej gościć na łamach gazet i w czasie antenowym. Wystarczy po nie sięgnąć i już wiemy, jak pisać/mówić:

** W sprawach dotyczących migracji, migrantów oraz migrantek należy uwzględnić głos ich samych.

** Pochodzenie – gdy jest istotne.

** Wiedza, wielość perspektyw, szerszy kontekst.

** Bez stereotypów, tendencyjności, sensacyjności. Należy unikać stereotypów, uproszczeń.

** Neutralność języka. Należy unikać używania wyrazów „obciążonych” semantycznie, przede wszystkim negatywnie, słów budzących poczucie zagrożenia (czy zasadne jest używanie w nagłówkach sformułowań: „zalew uchodźców”, „lawina migrantów”?).

** Cel integracyjny. Odpowiedzialne media powinny przyczynić się do integracji społecznej i harmonijnego współistnienia różnych grup w coraz bardziej zróżnicowanym społeczeństwie.

Dwie strony medalu

Gdy chciałam się dowiedzieć, jak chcą być postrzegani sami migranci i migrantki, co chcą o sobie usłyszeć czy przeczytać, a co im szczególnie przeszkadza w przekazie medialnym – zapytałam przyjaciół. Shirin Naeimi, uchodźczyni z Iranu, bojowniczka o prawa kobiet, w charakterystycznym dla siebie stylu, prosto z mostu powiedziała: „Prawdę. Chcemy czytać i oglądać prawdę”.

Nie półprawdę czy wersję jednej tylko strony, co gorsza – urzędniczej. Jaki obraz problemu można wynieść z dyskusji, która toczy się z udziałem jedynie dziennikarza, rzecznika prasowego służb mundurowych i urzędnika?

„Największy problem jest z reprezentacją. Głos migrancki jest niedostatecznie reprezentowany w mediach w Polsce”, potwierdza Anna Górska z Fundacji na Rzecz Różnorodności Społecznej.

Fundacja ta prowadziła roczny monitoring prasy (od czerwca 2013 r. do maja 2014 r.), z którego wynika, że migranci i migrantki w 86 proc. artykułów nie występują jako osoby komentujące ich własną sytuację, opisywaną w tych materiałach. Zazwyczaj dyskurs jest konstruowany poprzez perspektywę administracyjno-prawną, co jeszcze bardziej wzmacnia relację władzy wobec grupy, która jest mniejszością, znajduje się na słabszej pozycji. Niczego nie ujmując ekspertom-urzędnikom i ich wiedzy, trzeba zauważyć, że brakuje im jednak zasadniczego elementu – doświadczeń migranckich, a bez tego nie do końca są oni w stanie wczuć się w grupę, o której się wypowiadają.

Pierwszym postulatem środowisk migranckich jest więc zapraszanie ich do mediów, by współtworzyli przekaz.

Podobne, równie istotne głosy można było usłyszeć podczas debaty w Warszawskim Centrum Wielokulturowym, która towarzyszyła przedstawieniu standardów. Na samym początku jej uczestnicy przyznali, że pracujemy w czasach, gdy bad news is the good news. Jak zauważył Jaś Kapela z „Krytyki Politycznej”, media koncentrują się na sensacji, dlatego migranci zazwyczaj są pokazywani jako zagrożenie. „Trzeba je [media – red.] zmusić, żeby zaczęły pokazywać dwie strony medalu, nie tylko głodne, smutne dzieci w Afryce” – postulowała prowadząca debatę Omenaa Mensah, związana ze stacją telewizyjną TVN.

Wtórował jej Elmi Abdi z IMI Radio i Fundacji dla Somalii: „Ale jak się pokaże bogaty afrykański kraj, wieżowce, to nie będzie żadnej sensacji. Polacy są nastawieni na „nie”, bo oglądali tylko złe rzeczy na temat islamu, osobiście nie spotkali nikogo takiego. To jak my mamy się obronić?”.

Konkluzja? Aż nazbyt jasna. Ludzie wiedzą o Afryce – i każdym innym odległym geograficznie miejscu – tyle, ile pokażą im media. Ciąży więc na nas nie lada odpowiedzialność. Musimy obalać mity i rozprawiać się ze stereotypami.

Słownictwo nie może obrażać, stygmatyzować

Ważnym odkryciem jest dla mnie uświadomienie sobie, jak często, zupełnie bez potrzeby, informujemy (i to w nagłówku!) o pochodzeniu bohatera tekstu czy materiału telewizyjnego. Dość niesymetrycznie zresztą, bo nie zdarza nam się pisać czy mówić np. „polski chrześcijanin zabił...”. Podoba mi się pomysł Witka Hebanowskiego z Fundacji Inna Przestrzeń, by umówić się, że jednego, wybranego dnia podajemy pochodzenie absolutnie wszystkich, w tym np. białoskórych polskich posłów w sejmie. Nieco przewrotny? Tak, z przymrużeniem oka, ale na pewno pokazujący problem we właściwej perspektywie. Wszak eksponując cechy związane z pochodzeniem – etniczność, narodowość, kolor skóry – oraz z religią, wpływa się na wizerunek całej grupy. Lepiej o nich wspominać wtedy, gdy są naprawdę istotnym elementem. W razie wątpliwości można sobie zadać pytanie: czy powiedziałbyś, powiedziałabyś: „biała” lub „biały” w podobnej sytuacji?

Burzę mózgów, a nawet ostre różnice zdań wywołuje temat języka używanego w odniesieniu do migrantek i migrantów. Część środowiska jest przeciwna „inżynierii językowej” i stoi na stanowisku, że język jest tworem naturalnym, a nie tworzonym przez ustawy. Ale są też tacy, którzy uważają, że język jest na tyle plastyczny, że można go kształtować w pożądanym kierunku. Zgrabnie ujmuje ten cel Inna Reut z Biełsat TV – można wyprawować takie słownictwo, które nie będzie obrażać.

Nieudokumentowany, nieregularny migrant – niech wejdzie do słownika

Przykładem „zapalnego” sformułowania jest „nielegalny imigrant”, pojawiające się notorycznie w komunikatach Straży Granicznej czy policji. Zazwyczaj stosuje się je wobec osób, które akurat przekroczyły granicę albo w niedozwolonym miejscu, albo w niedozwolony sposób, albo bez wymaganych dokumentów. Po pierwsze, to jeszcze nie przesądza, że znalazły się one w naszym kraju w sposób nielegalny. Dowodem może być chociażby historia Shirin Naeimi, uciekającej z Iranu, przekazanej z Holandii do Polski, zatrzymanej na lotnisku zaraz po przylocie i osadzonej jako „nielegalna” w strzeżonym ośrodku, przypominającym reżimem więzienie. Dopiero później otrzymała ona status uchodźcy i okazało się, że potraktowano ją w sposób krzywdzący.

W tej grupie mogą znaleźć się także osoby, które pozostały w Polsce po zakończeniu terminu ważności swojego dokumentu pobytowego (np. wizy), również ofiary handlu ludźmi, przemycone do Polski wbrew własnej woli, albo takie, które przyjechały do Polski bez ważnych dokumentów, przekraczając granicę w sposób ukryty. Może okazać się, że – tak jak w przypadku Shirin – są to uchodźcy i uchodźczynie, uciekający przed prześladowaniami.

Nie mówiąc już o tym, że żaden człowiek nie jest nielegalny. Może najwyżej podejmować nielegalne działania, np. przekroczyć granicę z naruszeniem przepisów polskiego prawa. Poza tym ta nieszczęśliwa zbitka słowna sugeruje, że ktoś taki popełnił przestępstwo, co nie musi być prawdą i na ogół nie jest, bo samo złamanie procedur migracyjnych nie jest penalizowane. „Nielegalny imigrant” jest kalką słowną z języka angielskiego, ale trzeba wiedzieć, że część światowych agencji prasowych już zabroniła swoim pracownikom jej używania. Krzywdzące, stygmatyzujące określenie zastępowane jest innymi, neutralnymi. Helsińska Fundacja Praw Człowieka proponuje zamienniki: „nieudokumentowany” lub „nieregularny migrant” albo „migrant o nieuregulowanym statusie”. Takie sformułowania rekomenduje m.in. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych oraz Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, a w ostatnim czasie także PICUM – Platform for International Cooperation on Undocumented Migrants. Czy uda się wprowadzić je do dyskursu publicznego w Polsce? Z czasem na pewno. Przy odrobinie elastyczności, odpowiedzialności i dobrej woli dziennikarzy i dziennikarek.

O prawdzie i tłumaczeniu świata

„Etyczne media powinny nie tylko dbać o właściwą terminologię, ale przede wszystkim analizować, co się dzieje i dlaczego”, podsumowuje Ekaterina Lemondżawa, gruzińska dziennikarka, która także doświadczyła losu migrantki, zaangażowała się w ruch Migracja to nie zbrodnia i właśnie wydaje swoją książkę. Podaje przykłady zabójstw migrantów (nawet kobiet i dzieci) przez funkcjonariuszy państwowych na granicach Grecji i Hiszpanii: „Dla mediów to jedynie fakty, suche statystyki. Nikt nie pokusi się, żeby opisać, dlaczego rządy łamią fundamentalne ludzkie prawa do życia, wolności, przemieszczania się. I nie mówię tu jedynie o polskich mediach. Tłumaczyłam doniesienia BBC, CNN, DW z ostatniego półrocza i nie znalazłam żadnej analizy, to nie jest temat dla mediów”.

 

Joanna Klimowicz

"Gazeta Wyborcza" Białystok

 

 

-------------------------------------------------------------

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW jest współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa.

Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze.

Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.