Dodał: |

„Nie bądź głupia – KAŻDY tego chce. Każdy chce być taki jak my” – cytat z filmu „Diabeł ubiera się u Prady”.

Ludzie migrują od zawsze, z różnych powodów. Do Warszawy większość ludzi przeprowadza się za pracą, a ci których ja znam przyjechali tu z rodzinami wysłani przez swoje firmy na kilka lat, czasami więcej – zdarza się, że zupełnie nie wiadomo ile czasu przyjdzie spędzić na obczyźnie. Ci międzynarodowi pracownicy, migranci nazywani są „ekspatriantami”.

 Ekspatriacja przynosi rodzinom wiele korzyści: firmy opłacają szkoły międzynarodowe dla ich dzieci, załatwiają kwestie ubezpieczenia zdrowotnego. Niewiele osób może sobie na to pozwolić w swoim kraju. Życie za granicą poszerza ich horyzonty, osiągają wyższy status społeczny. Niestety, cena tych przywilejów bywa czasem bardzo wysoka. Często, te wszystkie zmiany komplikują życie. Nagle kobiety całymi dniami zajmują się dziećmi, podczas gdy w swoim kraju pracowały zawodowo. Większość czasu spędzają same, gdyż ich mężowie pracują bądź wyjeżdżają w delegacje. Matki borykają się z nauczycielami, lekarzami, nianiami, które nie mówią w ich języku lub też mają zupełnie odmienne podejście do wychowania dzieci. Bez dziadków i wujków dzieciom pozostają tylko rodzicie, to na nich przerzucają cały swój niepokój. Jeśli dodamy do tego wszystkiego długą, ciemną zimę to otrzymamy mieszankę wybuchową. Wiele rodzin rozpada się z tych powodów. Kobiety popadają w depresję, czasem ich mężowie je zdradzają, co kończy się rozwodem. Osobiście znam takie przypadki.

W międzyczasie, z klasą i stylem do mediów powraca feminizm. Emma Watson, Hillary Clinton, Pussy Riot, Angela Merkel. Lista najbardziej wpływowych kobiet świata codziennie się wydłuża. O kobietach parających się zawodami kojarzonymi ze światem mężczyzn powstały już tysiące artykułów. Wielu dziennikarzy coraz częściej podejmuje temat gender. Sheryl Sandberg (szefowa operacyjna serwisu Facebook) ciągle powtarza, że kobiety mogą mieć „to wszystko”. Młodość, dzieci, dobrze płatną pracę i prestiż. Kobiety wzmacniają się, rosną w siłę. Życie jednak to weryfikuje w inny sposób - mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety i kiedy trzeba podjąć decyzję o wyjeździe, to kobieta porzuca swoją gorzej płatną pracę. Bardzo trudno jest powiedzieć „nie”. Kobiety które znam i wiem, że zarabiały niemałe pieniądze i tak były na straconej pozycji, gdyż wynagrodzenia ich mężów za granicą były bez porównania wyższe. Oczywiście, jak świat długi i szeroki słyszymy historie o kobietach ,które oddałby wszystko by móc spędzać więcej czasu z dziećmi. Zamiast tego siedzą całe dnie za kasą w supermarkecie lub są nianiami w cudzych domach. Teoretycznie nie ma lepszego układu niż ten, w którym kobieta poświęca się rodzinie żyjąc z pensji męża.
Tak więc żona rezygnuje z pracy i odtąd zmaga się z wizerunkiem „kobiety bluszcz”. Znajomi myślą, że jedynym jej zajęciem są zakupy, rodzicie pytają przez Skype dlaczego cały czas siedzi w domu zamiast zrobić coś dla rodziny, mąż trzyma pieczę nad kartą kredytową – przecież to on teraz utrzymuje rodzinę.

Większość kobiet które spotkałam w Warszawie, zgodziły się z tym memem. Wiele rozmawiałyśmy na te tematy (pieniądze, dzieci, sposób w jaki zmieniły się nasze małżeństwa, kiedy jedno z nas przestało wychodzić do pracy itp.). Poznawałyśmy się w miejscach zupełnie przypadkowych, takich jak szkolne korytarze, a okazało się, że wszystkie zmagamy się z podobnymi problemami. Przede wszystkim z samotnością, ale również z tym jak trudno jest przyzwyczaić się do nowego miejsca.

Bliska znajoma, która przez wiele lat była ekspatriantką, powiedziała mi kiedyś: „Jeśli nie podejdziesz do tego jak do rodzinnej sprawy, nie będziesz miała łatwego życia”. Ana mieszkała w Warszawie, potem przeniosła się do Grecji. „Byłoby idealnie gdyby do ekspatriacji wszyscy członkowie rodziny podeszli jak do wspólnej sprawy, takiego rodzinnego projektu, w którym każdy z nas odgrywa ważną rolę. Problem jeśli jesteś osobą twardo stąpającą po ziemi, trudno jest ci wtedy zmienić perspektywę. W pierwszej kolejności, przeszkadza ci w tym uczucie poświęcenia, najpierw dla rodziny, potem dla kariery męża i tego by żyło wam się lepiej; potem problem tkwi w tym, że sam mąż nie postrzega tego jako „projektu rodzinnego”. Często mężowie uważają, że to co robią ich żony jest nieistotne. Jesteśmy jak mrówki – nasza praca nie jest ważna bo obejmuje rzeczy proste. Ale przecież są to codzienne czynności potrzebne do życia jak każde inne. Ktoś musi zająć się praniem, przygotować kanapki do szkoły czy pracy, kupić bilety komunikacji miejskiej. Mogłoby się wydawać, że można zatrudnić nianię, która się tym wszystkim zajmie, że jest to takie proste. Niestety, wcale nie jest”.

Ana ma 40 lat, skończyła kierunek marketingowy i przed przyjazdem do Polski pracowała jako księgowa w dużej firmie w Madrycie. Wcześniej była na ekspatriacji w Portugalii, gdzie nie mając dzieci i problemów z językiem obcym, łatwo znalazła pracę. Jej sytuacja zmieniła się w Polsce i Grecji, gdzie przeprowadziła się już z rodziną i te dwa aspekty zaczęły mieć niebagatelne znaczenie. Kariera zawodowa zeszła na dalszy plan.

„W Portugalii, podczas mojej pierwszej ekspatriacji, pracowałam w Wandoo. Był to czas dot-comów, przedsiębiorstw internetowych i choć moja kariera nie była spektakularna to pensja, którą otrzymywałam była ponad przeciętną. Byłam sama i nie miałam dzieci. Żartowałam wtedy jak łatwo w takim przypadku znaleźć nową pracę, chłopaka. Żarty okazały się być jednak smutną prawdą. To były inne czasy, teraz mamy kryzys ekonomiczny, a ja zbyt długi przestój w życiu zawodowym, 40 lat na karku i dwie córki. Łatwiej byłoby mi zmienić męża niż profesję!”. Takie rodzinne podejście do ekspatriacji to jedyny sposób by przetrwać. Wszystkie matki z którymi rozmawiałam mówią: „gdybyśmy zostały w kraju i pracowały to na pewno nie spędziłyśmy tyle czasu z dziećmi”.

Mamy spokojne macierzyństwo, opłaconą pomoc w domu, czas by pomóc dzieciom w pracy domowej i możliwość posłania ich do szkół międzynarodowych, ale jednocześnie skazujemy ja na dorastanie bez dziadków i wujków z dala od szczerej pomocy i bezwarunkowej miłości która im dają.

Ten „projekt rodzinny” o którym już pisałam wcześniej, ma też swoje ograniczenia, a mianowicie wiek szkolny dzieci. Przychodzi czas, kiedy dzieci stają się bardziej niezależne, spędzają całe dnie w szkole zostawiając matkę samą w domu z rozterkami nad swoim utraconym życiem zawodowym.

Kobiety, które pojechały za swoimi mężami, np. do Polski, teraz muszą zmagać się z trudnościami nauki skomplikowanego języka, którego pewnie nigdy nie zamierzały się uczyć, a teraz robią to tylko po to, by znów móc wykonywać swój zawód. Gdy już w końcu pokonają tę barierę wynagrodzenie, które otrzymują nie starczy na opłacenie niani i podstawowych rachunków.

A należy zwrócić uwagę na to, że bariera językowa jest najtrudniejsza do przeskoczenia. Polskie szkoły dla obcokrajowców są pełne ekspatriantów. Wielu z nich nauczyło się mówić po polsku na całkiem wysokim poziomie, jednak poza zajęciami jedyną okazją do komunikowania się w tym języku są zakupy, czasem trzeba załatwić jakąś drobną sprawę. Nie ma nacisku na komunikację.

„Nasi mężowie zmieniają biura, personel, sekretarki, otoczenie z którym komunikują się w naszym języku - w najgorszym przypadku po angielsku. Oczywiście wszyscy w firmie ten angielski znają, a jeśli nie, to organizowane są kursy podwyższające kompetencje językowe”. Ty w międzyczasie jesteś sama w domu i zastanawiasz sie jak jest „mleko” po polsku, grecku, rosyjsku czy arabsku, lub próbujesz rozszyfrować przy użycia translatora Google instrukcję obsługi pralki”. Musimy nauczyć się poruszać w środowisku, które nie zna angielskiego, a operuje językiem nam obcym. Śmieszy mnie gdy ludzie twierdzą, że w dzisiejszych czasach każdy mówi po angielsku. W jakim świecie – naszym czy waszym? Sprzątaczka nie mówi po angielsku, sprzedawca owoców, czy biletów również. Poligloci chowają są w drapaczach chmur, zamknięci są w pewnych kręgach – nie jest to otwarta przestrzeń dla gospodyni domowej. Ana podsumowuje: „Dobre strony ekspatriacji? Wydaje mi sie, że mam ustabilizowaną sytuację rodzinną i nadzieję, że moje córki będą miały troszkę łatwiej z tego powodu. Nie chce by poszły w moje ślady. Jeśli ten styl życia jest tak dobry, jak twierdzą ludzie, chciałabym się ich zapytać, czy chcą by ich córki żyły na emigracji? Ja mam szczerą nadzieję, że jesteśmy ostatnim pokoleniem ekspatriantek.

Tłumaczenie: Konrad Fertliński

Skomentuj

Film Zobacz-Zrozum-Zareaguj (3Z)
ROMOWIE rumuńscy
Filmik z IV Forum ds. Lokalnych Polityk Migracyjnych we Wrocławiu

Aktualności
Archiwum

Projekt ‘MIEJSKI SYSTEM INFORMACYJNY I AKTYWIZACYJNY DLA MIGRANTÓW’ jest współfinansowany z Programu Krajowego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW realizowany był w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Projekt LOKALNE POLITYKI MIGRACYJNE - MIĘDZYNARODOWA WYMIANA DOŚWIADCZEŃ W ZARZĄDZANIU MIGRACJAMI W MIASTACH był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Projekt ‘WARSZAWSKIE CENTRUM WIELOKULTUROWE’ był współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Integracji Obywateli Państw Trzecich oraz budżetu państwa. Wyłączna odpowiedzialność spoczywa na autorze. Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

LOKALNE MIĘDZYSEKTOROWE POLITYKI NA RZECZ INTEGRACJI IMIGRANTÓW Projekt realizowany był przy wsparciu Szwajcarii w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej.